Kiedy poseł Adrian Zandberg wyciągnął termometr, w sklepie Dino w Sochaczewie, było tylko 8 stopni. Nazwał pracowników "mrożonkami". Związki zawodowe apelują do ministerstwa, PIP rusza z kontrolą, a firma i jej właściciel, jeden z najbogatszych Polaków, milczą. Czy to dobra strategia, czy początek katastrofy wizerunkowej?