Śnieg topnieje, woda spływa po ulicach, a na termometrach wciąż widać kilka stopni powyżej zera. To jednak tylko krótki epizod przed kolejnym atakiem zimy. Nad Polskę znów zaczyna schodzić "rosyjski niedźwiedź". Meteorolodzy od lat używają określenia "rosyjski niedźwiedź", kiedy nad Europę Środkową schodzi potężna porcja mroźnego powietrza z obszarów Rosji i Arktyki. Nie chodzi o konkretną burzę śnieżną, ale o układ ciśnień, który otwiera korytarz dla zimna z północnego wschodu. Nad Arktyką i północną Rosją zimą kręci się tzw. wir polarny, czyli rozległy układ bardzo zimnego powietrza zamknięty przez silne wiatry wysoko w atmosferze. Gdy ten wir "pęka" albo się przemieszcza, zimne masy mogą wymknąć się z lodowej klatki i wyruszyć na południe. W tym sezonie wir był już kilkukrotnie osłabiany, co uruchomiło całą serię dynamicznych niżów i wyżów nad Atlantykiem i Eurazją. Modele numeryczne jasno pokazują, że to nie koniec zimy. Od Morza Norweskiego po Morze Śródziemne ciągnie się pas niżów, które pompą zasysają arktyczne powietrze z północy, a z południa podsyłają wilgoć i cieplejsze masy. Polska znalazła się dokładnie na styku tych dwóch światów. W efekcie teraz będziemy się mierzyć z dodatnią temperaturą i deszczem w dzień, a w nocy z siarczystym mrozem i opadami śniegu. Ostatni oddech odwilży. Śnieg znika, ale robi się ślisko Piątkowy początek dnia jeszcze wygląda niewinnie. Na południu kraju słupki rtęci dobijają do 10 st. C, miejscami nawet ponad, a po niedawnych śniegach zostały głównie brudne resztki przy krawężnikach. Na mapach meteorologicznych widać jednak coś bardzo niepokojącego. Tam, gdzie śnieg zdążył się roztopić, na wychłodzonym gruncie zaczyna zamarzać deszcz. Synoptycy alarmują szczególnie mieszkańców północy. Na Pomorzu, północnej części województw zachodniopomorskiego, warmińsko-mazurskiego i podlaskiego deszcz i deszcz ze śniegiem zamieniają się w cienką warstwę lodu na drogach i chodnikach. IMGW wydał na te rejony ostrzeżenia przed marznącymi opadami do godzin popołudniowych. Termometr pokazuje około zera, a jednocześnie wystarczy krok w nieodpowiednie miejsce, by wylądować na ziemi. W ciągu dnia deszcz zacznie stopniowo przechodzić w śnieg, najpierw na północnym zachodzie, potem w kolejnych regionach. Lokalnie może go dosypać nawet 10-15 cm, a w wysokich partiach Sudetów dodatkowe kilka centymetrów białego puchu dorzuci wiatr, który będzie tam powodował zawieje i zamiecie śnieżne. Gdzie mróz uderzy najmocniej? Według obecnych prognoz już w ten weekend Polska wejdzie w kolejną fazę zimy z całodobowym mrozem w wielu regionach. W sobotę na Suwalszczyźnie i północnym wschodzie kraj zacznie przypominać dosłownie zamrażarkę – tam temperatura w dzień ma spaść nawet do -5 st. C, przy jednoczesnym powrocie opadów śniegu. Na południu będzie jeszcze względnie łagodnie, 2-3 st. C na plusie, ale i tam odczucie chłodu spotęguje wiatr. Niedziela i poniedziałek zapowiadają się jako kulminacja tej fali mrozu. Na północnym wschodzie Polska może zobaczyć wartości rzędu -10 st. C w ciągu dnia, a nocami, przy rozpogodzeniach i świeżym, jasnym śniegu, modele nie wykluczają spadków lokalnie poniżej -20 st. C. W pasie od Podlasia przez Mazury po Żuławy minimalna temperatura może oscylować w widełkach od -20 do -17 st. C, a punktowo zbliżyć się do -23 st. C. W centrum kraju, na zachodzie oraz w górach nadal będzie zimno, ale odrobinę łagodniej: od -15 do -10 st. C nocą i kilka stopni poniżej zera za dnia. To wciąż wartości, które oznaczają dla nas spore niedogodności – od awarii sieci wodociągowych po oblodzone drogi lokalne, gdzie świeży śnieg będzie przymarzał do tego, co jeszcze dzień wcześniej płynęło po asfalcie. Warto podkreślić, że nie mówimy tu o jednym, krótkim "strzale" mrozu, ale o całej serii chłodnych epizodów. Po chwilowych ociepleniach znów mają wracać podmuchy arktycznego powietrza, tak że epizody z całodobowym mrozem mogą nam towarzyszyć nawet do końca lutego. Zima 2.0. Dlaczego ta pora roku nie chce odejść? Wiele osób ma wrażenie, że tegoroczna zima gra nam na nosie: odwilż, błoto, śnieg, mróz, śliskie ulice – i tak w kółko. Meteorolodzy zwracają uwagę, że układ sił w atmosferze w rzeczywistości przypomina sezon 2009/2010, kiedy także mieliśmy do czynienia z długotrwałym przeciąganiem liny między ciepłym Atlantykiem a chłodną Arktyką. Kiedy nad Europą dominują niże baryczne, przynoszą ze sobą cieplejsze powietrze znad oceanu i dużo opadów. Gdy górę biorą wyże, blokują napływ wilgoci, ale zaciągają suche, mroźne masy z północy i wschodu. Obecnie modele widzą na przełomie lutego i marca rozbudowę potężnego wału wysokiego ciśnienia od Afryki po Syberię. Po jego zachodniej krawędzi arktyczne powietrze ma mieć prostą autostradę w stronę Europy Środkowej. To właśnie dlatego nie widać na razie sygnałów na trwałe nadejście wiosny. Nawet jeśli na kilka dni temperatura wzrośnie, pod koniec lutego lub na początku marca znów może nas czekać ochłodzenie. Rosyjski niedźwiedź schodzi z gór, robi krótką przerwę w lesie, a potem wraca jeszcze raz na niziny.