Negocjacje z Rosją coraz bardziej przypominają instrument presji niż drogę do rozejmu. W tej strategii czas staje się bronią — im dłużej trwają rozmowy, tym większa szansa na zmęczenie Zachodu i utrwalenie faktów dokonanych. Kreml nie musi dziś wygrywać spektakularnie. Wystarczy, że przeczeka, podzieli sojuszników i zalegalizuje to, co zdobył siłą. Stawką nie jest tylko Donbas czy Krym, ale cały porządek bezpieczeństwa w Europie — od Morza Czarnego po Bałtyk. Uznanie rosyjskich zdobyczy oznaczałoby precedens, który zmieni reguły gry w całej Europie. W efekcie stół negocjacyjny przestaje być miejscem wygaszania wojny, a staje się jej kolejnym narzędziem — cichszym, ale nie mniej skutecznym.