Kto normalny w pośpiechu i pod presją podejmuje decyzję o zaciągnięciu gigantycznego kredytu na dziesięciolecia i w to obcej walucie? Zwłaszcza, gdy ma się już na koncie kilka innych pożyczek? Odpowiedź jest oczywista, ale nie dla Donalda Tuska. Wbrew protestom, jego rząd stawia Polskę w roli unijnego desperata, sięgającego po unijną „chwilówkę”.