Ceny paliw znów rosną i coraz mocniej uderzają po kieszeni kierowców. Nic więc dziwnego, że Polacy zaczynają oczekiwać od rządu Donalda Tuska konkretnych działań. Najnowszy sondaż pokazuje jasno: większość społeczeństwa chce interwencji państwa na rynku paliw. Jak pisaliśmy w naTemat, na stacjach benzynowych robi się coraz goręcej. Analitycy e-petrol.pl alarmują, że zamiast uspokojenia rynku mamy do czynienia z dynamicznymi, wręcz nerwowymi zmianami cen. W niektórych regionach Polski stawki potrafią zmieniać się nawet kilka razy w ciągu jednego dnia. Eksperci nie mają dobrych wiadomości: od poniedziałku, 23 marca kierowców czekają kolejne podwyżki. Benzyna Pb95 praktycznie znika z poziomu poniżej 7 zł za litr (prognozy mówią o 6,94–7,09 zł), a diesel przebija granicę 8 zł i może kosztować nawet 8,25 zł za litr. To wyraźny skok w porównaniu z poprzednim tygodniem, kiedy średnia cena oleju napędowego wynosiła jeszcze 7,76 zł. Drożeje także benzyna Pb98 (do nawet 7,91 zł/l) i autogaz, choć w jego przypadku podwyżki są mniej odczuwalne. W praktyce oznacza to jedno: tankowanie staje się coraz większym obciążeniem dla domowego budżetu. Rząd powinien reagować na rosnące ceny paliw? Tak uważają Polacy Wraz ze wzrostem cen paliw wraca pytanie, czy państwo powinno wkroczyć do gry. Minister finansów Andrzej Domański w rozmowie z TVN24 podkreślił, że po wybuchu konfliktu zbrojnego na Bliskim Wschodzie rząd na bieżąco monitoruje sytuację na rynkach paliw. Dodał, że jeśli utrzymujące się wysokie ceny będą tego wymagały, możliwe jest obniżenie podatków paliwowych. Zastrzegł jednak, że to "kwestia miesięcy, a nie dni". Warto pamiętać, że takie decyzje oznaczają jednocześnie mniejsze wpływy do budżetu, więc wymagają i politycznej odwagi, i kalkulacji kosztów. Jednak presja społeczna wyraźnie rośnie. Badanie United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski nie pozostawia wątpliwości: aż 69,4 proc. ankietowanych uważa, że rząd powinien aktywnie interweniować, by obniżyć ceny paliw, np. poprzez wspomniane zmiany podatkowe. Aż 44,2 proc. badanych zadeklarowało że zdecydowanie zgadza się z takim postulatem. Kolejne 25,2 proc. odpowiedziało "raczej się zgadzam". To oznacza, że większość społeczeństwa nie tylko popiera ewentualne działania rządu, ale wręcz ich oczekuje. Przeciwników ingerencji państwa jest zdecydowanie mniej – 19,5 proc. Z czego tylko niewielka grupa (3,5 proc.) sprzeciwia się temu stanowczo. 11,1 proc. respondentów nie ma zdania. Podziały polityczne? Mniejsze niż można się spodziewać Interesująco wyglądają wyniki sondażu WP w podziale na elektoraty. Wśród wyborców koalicji rządzącej (KO, Lewica, Trzecia Droga) większość – 52 proc. – popiera interwencję, choć część z nich robi to bez pełnego przekonania. Jednocześnie aż 36 proc. tej grupy jest przeciwna takim działaniom. Z kolei wśród wyborców opozycji (PiS, Razem, Konfederacja) poparcie jest jeszcze wyższe i bardziej zdecydowane. Aż 64 proc. mówi "zdecydowanie tak", a 22 proc. "raczej tak". Łącznie daje to aż 86 proc. zwolenników ingerencji państwa w ceny paliw. Warto jednak zauważyć pewne różnice wewnątrz tej grupy – sympatycy ugrupowań wolnorynkowych są bardziej sceptyczni. Wśród zwolenników obu Konfederacji, czyli partii Sławomira Mentzena i Grzegorza Brauna, tylko 23 proc. zdecydowanie popiera interwencję, a 43 proc. robi to z mniejszym entuzjazmem. Ciekawa jest też postawa osób niezdecydowanych i niegłosujących – aż 66 proc. z nich opowiada się za działaniami rządu. Dlaczego paliwo drożeje? Klucz jest w Cieśninie Ormuz Choć problem odczuwamy lokalnie, jego przyczyny są globalne. Najważniejszym punktem zapalnym jest obecnie Cieśnina Ormuz – strategiczny szlak łączący Zatokę Perską z Morzem Arabskim. To przez ten wąski fragment świata przepływa około 20 proc. globalnych dostaw ropy i gazu. Każde zakłócenie w tym regionie natychmiast odbija się na cenach surowców, co widzimy dzisiaj, gdy trwa wojna na Bliskim Wschodzie. W ostatnich dniach Iran znacząco ograniczył ruch w cieśninie, co – w połączeniu z napięciami i atakami na infrastrukturę naftową w Kuwejcie – wywołało gwałtowny wzrost cen ropy na światowych rynkach. Eksperci nie mają wątpliwości: jeśli sytuacja się nie uspokoi, skutki mogą być poważniejsze. W grę wchodzą nie tylko dalsze podwyżki paliw, ale też problemy w globalnych łańcuchach dostaw i presja inflacyjna. Sytuacja jest na tyle poważna, że prezydent USA Donald Trump postawił Iranowi twarde ultimatum. "Jeśli Iran nie otworzy w pełni, bez gróźb, cieśniny Ormuz w ciągu 48 godzin od tego momentu, Stany Zjednoczone Ameryki uderzą i zniszczą ich różne elektrownie, zaczynając od największej" – napisał na Truth Social. Termin wyznaczony przez amerykańskiego przywódcę upływa w poniedziałek o godz. 19:44 czasu wschodniego USA, czyli we wtorek o godz. 00:44 czasu polskiego. Na reakcję Teheranu nie trzeba było długo czekać. Jak przekazały tamtejsze media, cytowane przez CNN, przedstawiciel sztabu irańskiego dowództwa Khatam al-Anbiya ostrzegł: "Jeśli infrastruktura paliwowa i energetyczna Iranu zostanie zaatakowana przez wroga, wszystkie instalacje energetyczne, informatyczne oraz odsalania wody należące do Stanów Zjednoczonych i reżimu w regionie staną się celem".