Brzmi jak scenariusz filmu science fiction, ale to dzieje się naprawdę. Naukowcy coraz poważniej rozważają wykorzystanie pajęczego jedwabiu w medycynie i to w jednym z najtrudniejszych obszarów – regeneracji uszkodzonych nerwów. Choć pomysł może wydawać się egzotyczny, stoi za nim konkretna nauka, pierwsze testy na ludziach i, co najważniejsze, realna szansa na poprawę jakości życia pacjentów po poważnych urazach. Już dziś badacze próbują przekuć tę "naturalną technologię" w rozwiązanie, które może zmienić chirurgię. Jedwab pajęczy jak biologiczne rusztowanie Wyobraźmy sobie uszkodzony nerw jako przerwany kabel. Organizm potrafi go częściowo naprawić, ale tylko do pewnego momentu. Problem zaczyna się wtedy, gdy ubytek jest zbyt duży. – Działa to jak rusztowanie, po którym nerwy rosną niczym róża na kratownicy – tłumaczy dr Alex Woods, chirurg urazowo-ortopedyczny związany z brytyjskim NHS, w wywiadzie z BBC. Naturalnie organizm tworzy coś w rodzaju szkieletu, który pomaga nerwom się odbudować. Problem w tym, że to rusztowanie przetrwa zaledwie około 10 dni. Tymczasem nerwy rosną bardzo wolno – około 1 mm dziennie. Jeśli przerwa przekracza centymetr, proces po prostu się nie udaje. I tu pojawia się pajęczy jedwab. Pająki z Madagaskaru w służbie medycyny W laboratorium startupu Newrotex hodowane są pająki znane jako Golden Orb Webbers, pochodzące z Afryki. Każdy z nich mieszka osobno (są terytorialne), a warunki w terrariach odwzorowują ich naturalne środowisko. To właśnie te pająki produkują niezwykły materiał, czyli jedwab o wyjątkowej wytrzymałości i strukturze. Kluczowe znaczenie ma jedna szczególna nić – tzw. drag-line silk, której pająki używają do zwisania. Jej właściwości okazują się zaskakująco kompatybilne z ludzkim organizmem. Jaka jest jednak najważniejsza różnica? Trwałość. W przeciwieństwie do naturalnego rusztowania w organizmie, zdaniem Woodsa, jedwab może przetrwać nawet 150 dni. To czas, w którym nerwy są w stanie "przejść" przez uszkodzony fragment. Jak wygląda taka operacja? Pomysł jest zaskakująco prosty. Włókna jedwabiu wszczepia się do żyły lub specjalnego przewodu, który łączy końce uszkodzonego nerwu. Tworzy się w ten sposób trwałe prowadzenie, po którym komórki mogą się regenerować. Z czasem jedwab ulega naturalnej degradacji w organizmie. To rozwiązanie może zastąpić obecnie stosowaną metodę przeszczepu nerwu z innej części ciała, która wiąże się z dodatkową operacją i ryzykiem powikłań. Pacjenci już czekają na takie rozwiązanie Dla wielu osób taka technologia to nie abstrakcja, ale konkretna nadzieja. Przykładowo w 2022 roku Helen Hide-Wright doznała zawału serca podczas jazdy samochodem i uległa poważnemu wypadkowi. W jego wyniku uszkodziła nerwy w ręce. Lekarze próbowali je naprawić, pobierając fragment nerwu ze stopy. Operacja się udała, ale koszt był wysoki, bowiem wiązało się z utratą czucia w innym miejscu ciała. Szansa na przełom… ale jeszcze nie teraz Choć wyniki badań są obiecujące, droga do powszechnego zastosowania jest długa. Obecnie technologia przechodzi pierwsze testy kliniczne na ludziach w Panamie. Jeśli okażą się bezpieczne, kolejne etapy odbędą się m.in. w Wielkiej Brytanii i USA. Sam Woods nie ukrywa, że największym wyzwaniem są procedury, koszty i wymagania regulacyjne. – Widząc wszystkie kroki, jakie trzeba przejść, koszty i dowody, które trzeba przedstawić, aby móc to przekazać pacjentom, naprawdę otworzyły mi się oczy, ale wciąż istnieje ryzyko, że to nigdy nie ujrzy światła dziennego – przyznaje. A szkoda, bo potencjał jest ogromny. Technologia ta mogłaby pomóc nie tylko ofiarom wypadków, ale też pacjentom po operacjach onkologicznych, takich jak mastektomia czy zabiegi prostaty, gdzie uszkodzenia nerwów są częstym problemem.