naTemat
Czy współczesne kobiety żyją w pułapce nierealnych standardów, a Polska stoi dziś przed poważnymi zagrożeniami – zarówno kulturowymi, jak i politycznymi? W rozmowie z Jackiem Pałasińskim w "Allegro ma non troppo" dziennikarka Eliza Michalik nie owija w bawełnę. Mówi o ciele, pieniądzach, manipulacji oraz lęku przed przyszłością. Czy kobiety naprawdę „muszą się poprawiać”? Dlaczego YouTube wymusza tabloidalne tytuły, a media przestały być niezależne? Co zrobi, jeśli PiS wróci do władzy i czego oczekuje od rządu? W programie Jacka Pałasińskiego „Allegro ma non troppo” Eliza Michalik mówi wprost – grozi nam faszyzm. Jej zdaniem – presja i strach o przyszłość to wina systemu. Dlatego to właśnie algorytmy, media i polityka stają się głównym tematem rozmowy. Presja, która się opłaca Na początku rozmowy Michalik rozprawia się z mitem „idealnego ciała”. Jak podkreśla, współczesny wzorzec kobiecej sylwetki jest biologicznie niemożliwy – a mimo to przedstawiany jako norma. – Nie istnieje w przyrodzie kobieta, która ma wielki tyłek, chudziutką talię i jednocześnie płaski brzuch. Jak jesteś szczupła, to tracisz piersi i robisz się chłopięca. Jak masz kształty, to masz też brzuch i uda. Nie można mieć wszystkiego – podkreśla. Jej zdaniem to nie przypadek, lecz system. Przemysł kosmetyczny, fitness i medycyna estetyczna zarabiają miliardy na jednym mechanizmie – przekonywaniu kobiet, że coś jest z nimi nie tak. – Kobieta, która patrzy w lustro i myśli: jestem okej – to jest kobieta, na której nikt nie zarobi. Żeby ktoś na tobie zarobił, musi ci wmówić, że masz problem – mówi Eliza Michalik. Gościni Jacka Pałasińskiego zwraca też uwagę na to, że współczesna kultura wypiera różnorodność na rzecz jednego modelu urody. – Kiedyś jedna była gruba, druga chuda, trzecia miała kręcone włosy i każda znalazła swojego amatora. A teraz wszystkie mamy być takie same – blondynki z wielkimi ustami i tyłkiem. To jest po prostu masakra – twierdzi. Co więcej, ideał ten coraz częściej przypomina sylwetkę… nastolatki. Rozmiar S, do którego dążą dorosłe kobiety, odpowiada często ciału 12-, 14-letniej dziewczyny. Dziennikarka nie zostawia złudzeń: presja dotyczy obu płci, choć w różny sposób. – Nas ocenia się po urodzie, was po portfelu. Znam wielu fantastycznych facetów, którzy są odrzucani tylko dlatego, że nie zarabiają wielkich pieniędzy. Obie płcie mają przerąbane, tylko w inny sposób – zapewnia Michalik. Wolność zamiast telewizji i strach o przyszłość Michalik opowiada też o swojej drodze zawodowej. Odrzuciła propozycję programu w Telewizji Polskiej, bo musiałaby zrezygnować z własnego kanału na YouTube. – Mam pełną wolność. Mówię, co chcę, żyję jak chcę. Telewizja to byłoby niewolnictwo i świadomość, że za jedną wypowiedź mogę wylecieć – przekonuje dziennikarka. W drugiej części rozmowy ton robi się poważniejszy. Eliza Michalik otwarcie mówi o zagrożeniach dla bezpieczeństwa państwa i wpływach zewnętrznych. – Patrząc na to, co robi Rosja w innych krajach, byłoby nielogiczne, gdyby w Polsce tego nie było. Myślę, że mamy sporo agentury wpływu – w mediach, polityce, nawet w parlamencie – mówi. Jej zdaniem państwo nie radzi sobie z ochroną kluczowych informacji, a skala zaniedbań może być niebezpieczna. „Jeśli oni wygrają, będę musiała wyjechać” Najmocniejsze słowa padają na końcu. Michalik nie ukrywa obaw przed powrotem do władzy przez Prawo i Sprawiedliwość, albo dojścia do niej przez Grzegorza Brauna. – Kocham Polskę i chcę tu zostać. Ale jeśli przyjdzie faszyzm, to nie widzę siebie w takim ustroju. Ze względu na bezpieczeństwo mogę być zmuszona wyjechać – przekonuje publicystka. Jednocześnie krytykuje koalicję rządzącą za brak zdecydowania. – Oni mają zwycięstwo w zasięgu ręki, tylko trzeba odzyskać sprawczość i naprawdę zawalczyć – twierdzi. Rozmowa Jacka Pałasińskiego z Elizą Michalik to mieszanka ostrej diagnozy społecznej i politycznej oraz osobistych refleksji. Momentami niewygodna, momentami kontrowersyjna, ale zdecydowanie warta obejrzenia w całości. Zobacz ją na naszym kanale YouTube naTemat.
Go to News Site