Collector
Przydacz skrytykował Trumpa. Słowa o "minimalnym szacunku" odnotują w USA | Collector
Przydacz skrytykował Trumpa. Słowa o
naTemat

Przydacz skrytykował Trumpa. Słowa o "minimalnym szacunku" odnotują w USA

Po tym, jak Donald Trump zasugerował, że państwa dotknięte problemami z ropą powinny kupować surowiec od Amerykanów, Marcin Przydacz ocenił, że "minimalny szacunek wymagałby wcześniejszych konsultacji". To dość zaskakujące słowa, patrząc na to, co o prezydencie USA mówi się w polskim Pałacu Prezydenckim. Bezpośrednim punktem zapalnym był wtorkowy wpis, w którym prezydent USA uderzył w kraje, które nie wsparły amerykańsko-izraelskich działań przeciw Iranowi, a jednocześnie odczuwają skutki kryzysu na rynku ropy. Trump wprost wskazał m.in. Wielką Brytanię i Francję oraz napisał, że takie państwa powinny kupować ropę od USA albo "po prostu ją sobie wziąć" z rejonu Cieśniny Ormuz. Zasugerował też, że Stany Zjednoczone nie zamierzają już w nieskończoność brać na siebie odpowiedzialności za zabezpieczenie tego szlaku. Na tę wypowiedź odpowiedział w środę rano w Radiu ZET Marcin Przydacz. Stwierdził, że sytuacja na Bliskim Wschodzie, wynikająca przede wszystkim z decyzji Izraela i USA, mogła być wcześniej skonsultowana z sojusznikami w ramach NATO. Dodał, że jeśli amerykański sojusznik chce europejskiej pomocy, to minimalny szacunek wymagałby, by takie sprawy uzgadniać wcześniej, a nie dopiero wtedy, gdy pojawiają się problemy. – Z całą pewnością ta sytuacja na Bliskim Wschodzie, w zatoce Perskiej, wynikająca z decyzji przede wszystkim Izraela i Stanów Zjednoczonych, mogła być wcześniej skonsultowana z sojusznikami w ramach NATO. Jeśli nasz sojusznik zza wielkiej wody chce europejskiej pomocy, to minimalny szacunek wymagałby, aby konsultować te sprawy wcześniej, a nie wtedy, kiedy pojawiają się problemy – mówił szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta. To nie była pełna frontalna krytyka USA, ale mocny pstryczek w nos Wypowiedź Przydacza nie była jednak po prostu zwykłym odwróceniem się od Stanów Zjednoczonych. W tej samej rozmowie podkreślił, że USA pozostają największym sojusznikiem Europy i że trzeba raczej szukać sposobu rozwiązania sytuacji, niż się obrażać. Dodał też, że państwa europejskie dysponujące większym potencjałem wojskowym, zwłaszcza flotami, powinny rozważyć możliwie szybkie wsparcie sojusznika znajdującego się w kłopotach, bo na tym polega sojusz. – Na pewno należałoby oczekiwać większych konsultacji z kluczowymi sojusznikami, w przeddzień czy tydzień przed atakiem. Sytuacja, w której najpierw podejmuje się działania, a potem, jak pojawiają się problemy i oczekuje się pomocy, na pewno nie jest optymalna – dodał Przydacz. Krytyka Trumpa z obozu prawicy pojawia się rzadko i zwykle jest ważona bardzo ostrożnie. Tym razem Przydacz nie zakwestionował roli USA jako filaru bezpieczeństwa, ale publicznie podważył sposób, w jaki administracja Trumpa komunikuje oczekiwania wobec sojuszników. Czy Europa była wcześniej pytana o zdanie? W ostatnim czasie europejscy partnerzy wypychali od siebie amerykańską narrację wokół wojny z Iranem i podkreślali, że nie byli wcześniej konsultowani, a także nie rozumieją w pełni celów tej operacji. Francja odmówiła przelotu izraelskim samolotom transportującym amerykańską broń, Hiszpania zamknęła swoją przestrzeń powietrzną dla amerykańskich maszyn zaangażowanych w konflikt, a Włochy kategorycznie zabroniły wykorzystania bazy Sigonella dla części operacji związanych z Bliskim Wschodem. Wypowiedź Przydacza jest więc echem szerszego europejskiego problemu. Różnica polega jednak na tym, że padła z ust polityka obozu prezydenckiego w kraju, który stawia relacje z USA w centrum swojej polityki bezpieczeństwa.

Go to News Site