Fakt
Najpierw cisza. Potem pojedyncze uderzenia – precyzyjne, niemal niewidoczne. Gdzieś między wyspą Chark a cieśniną Ormuz zaczyna się scenariusz, który jeszcze niedawno wydawał się polityczną fantazją. Dziś wraca jako realny plan operacyjny. Waszyngton nie pyta już "czy", lecz "gdzie uderzyć".
Go to News Site