naTemat
Politycy i zwolennicy prawicy bronią krzyża i chrześcijańskich wartości. Z drugiej strony zioną jadem do przeciwników politycznych i wylewają na nich pomyje. Polaryzują naród, agresywnie atakują. A w mediach społecznościowych mamy istny ściek, również w obronie Kościoła. W Polsce, gdzie wyznawców skrajnej prawicy przybywa, ta hipokryzja już poraża. – To nie jest chrześcijaństwo. To jest cynizm – ocenia o. Paweł Gużyński, dominikanin. Grzegorz Braun każde swoje wystąpienie zaczyna od słów "Szczęść Boże". Używa też zwrotów: "Bóg zapłać", "Z Bożą pomocą", czy "W imię Boga". Postuluje nawet uznanie Jezusa za króla Polski. W rzeczywistości znamy jego język pogardy dla innych i głośne akcje, które z chrześcijańską miłością do bliźniego niewiele mają wspólnego. Przemysław Czarnek to z kolei wielki obrońca Kościoła i Jana Pawła II. – Zawsze przed świętami jest atak na Kościół, nie? Przed Wielkanocą, przed Bożym Ciałem, przed Wigilią, żeby ludzie sobie poczytali, jaki to Kościół jest straszny – mówił niedawno do swoich zwolenników. To on grzmiał, że Polska albo będzie chrześcijańska, albo jej nie będzie, a o Biblii mówił: – Pismo święte to uniwersalny zbiór zasad moralnych i etycznych, które powinny być obecne w życiu każdego człowieka. Dziś Tuska nazywa "podłym kłamcą", Czarzastego "komuchem", rządzących wyzywa od opcji niemieckiej, a dziennikarzy od pseudodziennikarzynów. Karol Nawrocki też jeszcze w kampanii wyborczej mówił, że jest za Polską mocno opartą o fundament wartości chrześcijańskich. Dziś celuje palcem w dziennikarza: – Pan redaktor się ogarnie i słucha, co mówi prezydent Polski. Polaryzacja, kłótnie, spory, agresja, debata polityczna sięgająca dnia – to fundują nam ci, którzy dużo mówią o chrześcijańskich wartościach. Gdzie w praktyce są te wartości, z którymi tak się obnoszą? O. Paweł Gużyński: To cyniczne wykorzystywanie chrześcijaństwa – To nie jest chrześcijaństwo. To jest cynizm. Bardzo instrumentalny sposób traktowania religii. Cyniczne wykorzystanie chrześcijaństwa – ocenia o. Paweł Gużyński, dominikanin. To nic nowego lub odkrywczego. Wszyscy pamiętamy, jak politycy PiS brali się za ręce i pląsali przed ołtarzem na Jasnej Górze. Albo jak wyjeżdżali połową rządu na urodziny Radia Maryja. A jednocześnie swoich przeciwników politycznych mieszali z błotem. – Od socjologów wiemy, że chodzi o legitymizację władzy, ponieważ religia zapewnia narrację o "wyższym porządku", która może wspierać władzę świecką oraz o kapitał symboliczny, czyli odwołanie się do sacrum, które wzmacnia autorytet polityka i tworzy wrażenie moralnej wyższości jego postulatów. Ponadto religia daje jasne, emocjonalnie silne kategorie "my–oni", które politycy mogą wykorzystać. Na przykład obecnie pan Przemysław Czarnek przygląda się, co może w tym zakresie zrobić, aby elektorat PiS przestał mu odpływać w tę stronę wyborców skrajnej prawicy – wymienia o. Gużyński. Jednak obserwując obecną scenę polityczną, gdy skrajna prawica rośnie w siłę, wydaje się, że jest z tym coraz gorzej. Puszczają wszelkie hamulce. A ludzie, którzy kreują się na obrońców chrześcijaństwa, bez żadnych skrupułów wpadają w słowny rynsztok. – Politycy na nowo odkryli idee sformułowane przez Carla Schmidta, czyli "zantagonizujmy, antagonizujmy i do bólu antagonizujmy". Inaczej: napuszczajmy jednych na drugich. Absolutnie nie jest to po chrześcijańsku. To z nauczaniem społecznym Kościoła naprawdę nie ma nic wspólnego. Już szorujemy po dnie. Już grzebiemy się w mule. Jak najszybciej musimy się z tego dna podnieść i pokazać, jakie są wzorce – podkreśla o. Gużyński. Nie jest to łatwe. Spójrzmy, co się ostatnio dzieje wokół kardynała Grzegorza Rysia – metropolity krakowskiego, przewodniczącego Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem przy Episkopacie. Hierarcha, który przez wielu jest wielbiony – i uważany za nowoczesny, rozsądny głos Kościoła – dla części katolików stał się wrogiem. W tle jest list Episkopatu z 12 marca 2026 roku, w którym biskupi odnoszą się w nim do 40. rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej, przywołują słowa papieża o Żydach jako "umiłowanych i w pewien sposób starszych braciach" oraz potępiają antysemityzm. Środowiska narodowe i katolickie wpadły w szał. Krakowska "Wyborcza" wprost pisała o linczu na kardynale i prawdziwej twarzy "katolicyzmu narodowego". Apogeum była przerobiona fotografia kardynała zamieszczona w piśmie naukowym "Pedagogika Katolicka" – z pejsami i łańcuchem z Gwiazdą Dawida. – Część z komentujących nazywa się chrześcijanami, a mówi rzeczy sprzeczne z nauczaniem społecznym Kościoła. Są to raczej ludzie wytresowani w ostatnich latach przez polityków właśnie do takich reakcji. To reakcje podobne do tych, które badał Pawłow – zauważa o. Gużyński. Dodaje, że aby tak wytresować społeczeństwo, trzeba przede wszystkim zrobić wszystko, żeby było bezmyślne w znaczeniu, o którym pisze Hannach Arendt. – Politycy odwołują się więc do najniższych instynktów ludzkich. A wytresowane społeczeństwo posługuje się językiem klisz. Gdy wychodzi kard. Ryś i mówi rzeczy oczywiste z perspektywy chrześcijaństwa, to dla tych ludzi to czerwona lampka, która powoduje, że zaczynają np. "warczeć" na mówcę. Bo tak zostali wytresowani – mówi. W przypadku kardynała Rysia to był dopiero początek. Gdy w jego obronie stanął metropolita lubelski i Katolicki Uniwersytet Lubelski, hejt przeniósł się na Lubelszczyznę. 2 kwietnia na profilu FB KUL było ponad 2 tys. komentarzy, ogrom z nich wrogi pod adresem uczelni. Kilka godzin później komentarze wyłączono. Lubelska "Wyborcza" zdążyła jednak napisać o hejcie katolików na KUL. "Grosza już nie dam na tę uczelnię" – cytowała nienawistne komentarze. Przypomnijmy – cały czas piszemy o ludziach, którzy obnoszą się z chrześcijańskimi wartościami. Historia małżeństwa, którą zbanowała parafia Jaki więc obraz polskiego chrześcijaństwa się z tego wyłania? O. Gużyński zwraca uwagę, że grupa ludzi wytresowanych jest bardzo głośna, widoczna i to ona rzutuje na obraz Kościoła. – Ale jest też bardzo duża grupa ludzi, którzy tego nie akceptują. Nie chcą w tym uczestniczyć. Są tym wszystkim zażenowani. Ale, niestety, zbyt słabo na to reagują. Są zbyt bierni, nie przeciwdziałają temu aktywnie. Albo robią to w sposób, który w zderzeniu z agresywnymi osobami, jest nieskuteczny. A tu trzeba wejść w twardą interakcję – uważa dominikanin. Tak jak kard. Ryś, który wsadził kij w mrowisko, chociaż nie zamierzał. – To, co zrobił, zmusza tych ludzi do konfrontacji. Bo co robiono wcześniej? Obłaskawiało się kiboli, nazioli itp. A jeśli byli oni doinwestowywani i hołubieni, to się rozplenili – mówi duchowny. Stan polskiego chrześcijaństwa idealnie oddaje historia pewnego małżeństwa, którą opowiada nam o. Gużyński. Sam ją zbadał i opisał w lutowym numerze miesięcznika "W Drodze". Pięknie pokazuje, że w dziś w Polsce mamy dwa rodzaje chrześcijan. Z powodu tego postu Rada Parafialna i proboszcz pozbawiają go funkcji nadzwyczajnego szafarza Eucharystii. Powód? Skoro popiera Trzaskowskiego, który mówi o liberalizacji prawa antyaborcyjnego, to opowiada się po stronie aborcji. – Został wrogiem. Małżeństwo odchodzi z parafii. Po cichu uczestniczą w życiu liturgicznym kościoła w sąsiedniej parafii. Zauważa ich tamtejszy proboszcz. Wie, co ich spotkało. Wie, że to jest absurdalne. Przygarnia nich. I w tej parafii pan Krzywoń może być szafarzem, a jego żona asystentką muzyczną – mówi dominikanin. Co ciekawe, na dwa dni przed wyborami prezydenckimi sejmik województwa opolskiego przyznał 2 mln zł na dokończenie remontu Katedry Opolskiej. – Z tej okazji biskup i działacze Koalicji Obywatelskiej zrobili sobie wspólnie zdjęcie przed katedrą. Czyli pan Krzywoń zostaje zbanowany, a biskup, który fotografuje z politykami KO i przyjmuje 2 mln zł nie. Nie jest też oskarżony o to, że sprzyja aborcji – opowiada duchowny. "Kto zostanie w Kościele? Zostaną tylko braunowcy" O. Gużyński podkreśla, że trzeba stawać w obronie takich ludzi jak pan Krzywoń: – Jeżeli sama wspólnota Kościoła banuje takie osoby, to kto zostanie w Kościele? Zostaną tylko braunowcy. Kojarzę taką osobę, która jest diecezjalną gwiazdą o braunowskich poglądach. Publikuje obrzydliwe posty, jest oszołomem politycznym, ale nikt go za to nie banuje. Udziela się w Kościele – mówi. Takie osoby bez problemu znajdziemy wszędzie. Pamiętamy, jaki był atak na nauczycielkę z Kielna za wyrzucenie krzyża – element stroju halloweenowego – do kosza na śmieci. Rozpętała się afera na całą Polskę, kobieta została zawieszona w pracy, spadł na nią hejt. Po czym nastąpił zwrot, przywrócono ją do pracy. Część katolików nie panowała nad emocjami, inni podchodzili do sprawy rozsądnie. O. Gużyński: – Niestety, z tym podziałem jest coraz gorzej. On musi przechodzić przez wszystkie grupy społeczne i przechodzi też przez wspólnotę Kościoła. Kościół musi sobie z tym poradzić. Musi się odpartyjnić. Żeby mogli w nim funkcjonować wszyscy ludzie w sposób równy. Do Kielna udali się wtedy posłowie PiS i Robert Bąkiewicz, który za groźby w stronę premiera Donalda Tuska już usłyszał zarzuty. "Zdrajca", "niemiecki podnóżek", "niemiecki pachołek", "tchórz", "chwast" – takich określeń miał używać obrońca krzyża. O. Gużyński: Nawrocki w wieczór wyborczy cytował Stary Testament. To było kompletnie bez sensu Ale to nie jest tylko tak, że sami politycy cynicznie wykorzystują religię. – Część chrześcijan na świecie, m.in. kościoły ewangelikalne w USA, postanowiły zaangażować się w politykę. Widzieliśmy to w Gabinecie Owalnym, gdy modlili się nad Trumpem niczym nad królem namaszczonym przez modlący się lud jako wódz prowadzący wojnę w imię Boga. To są rzeczy absurdalne – wskazuje o. Gużyński. Zwraca też uwagę na Indie: – Premier Narendra Modi wygrał ostatnie wybory, gdyż obłaskawił katolików i chrześcijan w Indiach. Zrobił akcję "Przesłanie miłości". Jego nacjonalistyczna partia bazuje na skrajnie nacjonalistycznej ideologii, którą niektórzy porównują z faszyzmem włoskim, czy nazizmem w Europie. I jej politycy ruszyli do prowincji Kerala, gdzie mieszka najwięcej chrześcijan. Brali udział w pielgrzymkach, w drodze krzyżowej, nieśli krzyż, odwiedzali biskupów. Zauważa, że wszędzie na świecie to się dzieje: – Politycy interesują się dużymi wspólnotami religijnymi, bo dla nich są to grupy wyborców, które cynicznie wykorzystują. A w łonie samych religii również powstają nurty, jak zawładnąć światem. – U nas Karol Nawrocki w wieczór wyborczy cytował Stary Testament. To było kompletnie bez sensu. Absurdalne i groźne. A posłanka z mównicy sejmowej ogłosiła światu, że Bóg nam wybrał prezydenta. To totalne szaleństwo, ale oczywiście część ludzi wierzących się z tego cieszy. Mają poczucie, że są dowartościowani, że ich święty świat jest szanowany – mówi. Jak się czują inni? Wielu odsuwa się od Kościoła. Albo odchodzi w ogóle.
Go to News Site