Przegląd Sportowy
Gdy Meksykanie zatrudnieni w hotelu dowiadywali się, że gości u nich ich narodowy skarb, do naszego pokoju ciągnęły pielgrzymki. I choć Cuauhtemoc Blanco meldował się jako John Smith, jego fani doskonale wiedzieli, w które drzwi pukać — pisze Tomasz Frankowski w cotygodniowym komentarzu z cyklu "Podcinka".
Go to News Site