naTemat
Kakobuy to wschodząca gwiazda e-commerce z Chin, która rzuca wyzwanie gigantom ze swojej ojczyzny takim jak Temu, Shein czy AliExpress. Nowy gracz coraz mocniej rozpycha się na polskim rynku, kusząc nietypowym modelem sprzedaży. Platforma stawia na inne podejście do zakupów i zyskuje popularność dzięki marketingowi szeptanemu. Boom na chińskie platformy sprzedażowe trwa w najlepsze. Główny wabik to oczywiście absurdalnie niskie ceny i gigantyczny wybór asortymentu, dla których warto czasem poczekać na paczkę tydzień lub dwa. Już w zeszłym roku Temu wyprzedziło pod względem liczby użytkowników rodzime Allegro, zbliżając się do bariery niemal 20 milionów kupujących. Teraz do gry na poważnie wkracza Kakobuy. Platforma Kakobuy zyskuje w Polsce na popularności Serwis wkroczył do Polski w 2025 roku, ale to właśnie teraz, w 2026 roku, zakupy z Chin przez tę stronę odnotowują skok zainteresowania. Sami twórcy opisują swój projekt jako narzędzie zapewniające "kompleksowe usługi" dla globalnego odbiorcy. Na oficjalnej stronie czytamy, że KakoBuy zapewnia pełną obsługę całego procesu, oferując "zakupy, spedycję, kontrolę jakości, odprawę celną, deklarację podatkową i usługi posprzedażowe". Strona chwali się, że ich trzon stanowią ludzie wywodzący się z potężnych firm technologicznych (Taobao, Jingdong, Douyin E-commerce, PayPal, Post, Amazon i UPS), co ma gwarantować płynną i błyskawiczną obsługę oraz odpowiadać na zapotrzebowanie na "reverse overseas shopping" zwane też "odwróconym dropshippingiem". Sam dropshipping jest nam bardzo dobrze znany: to sytuacja, gdy sprzedawca nie magazynuje towaru, a zakupiony produkt jest wysyłany bezpośrednio przez dostawcę do klienta. Na czym więc polega odwrócenie tego procesu? Zakupy z Chin po nowemu i bez klasycznych reklam "Rzeczpospolita" wyjaśnia, że Kakobuy działa na zupełnie innej zasadzie niż chociażby popularne AliExpress. Pełni rolę zaufanego pośrednika (lub agenta), który nabywa towary w imieniu np. Europejczyków na wewnętrznych chińskich portalach, normalnie niedostępnych dla reszty świata (m.in. Taobao, JD.com, Weidian, 1688, Tmall). Klient musi podrzucić w systemie zdjęcie lub link pożądanego produktu wraz z opisem (np. określić kolor czy rozmiar), a algorytmy same przeszukują azjatyckie zasoby i podsyłają propozycje. – Zainteresowanie Kakobuy to nie jest kwestia jednego serwisu, tylko efekt tego, że konsumenci zaczęli rozumieć, jak naprawdę działa łańcuch dostaw i marże w e-commerce – widzą, że wiele produktów pochodzi z tych samych fabryk, więc szukają sposobu, żeby kupić je bliżej źródła i taniej – wyjaśnia dziennikowi Marcin Stypuła, prezes i założyciel Semcore. Firma nie wydaje też milionów na agresywne kampanie reklamowe jak np. Temu, a mimo to dynamicznie rośnie w siłę. Sukces zawdzięcza w dużej mierze poczcie pantoflowej na takich platformach społecznościowych jak Discord, Reddit oraz TikTok. Użytkownicy tworzą tam ogromne arkusze kalkulacyjne i wymieniają się bazami linków (po kilka tysięcy), ułatwiającymi bezproblemowe sprowadzanie konkretnych rzeczy z Chin. Reforma celna w UE uderzy w tanie paczki z Chin Skąd tak wielkie przebicie cenowe azjatyckich gigantów? Oprócz omijania bezpośrednich pośredników (np. dropshipperów) i narzucanych przez nich marż, najważniejsze jest unikanie opłat na granicach. Ten stan rzeczy jednak nie potrwa długo. Bruksela przygotowała zmiany w prawie celnym, by ukrócić napływ nieopodatkowanego towaru spoza Wspólnoty. Jeszcze w 2026 roku mają wejść w życie nowe regulacje uderzające w małe przesyłki, a celem jest likwidacja zwolnienia z cła paczek o wartości do 150 euro. "Co to oznacza dla konsumenta? Niewielkie kwoty w pojedynczym zamówieniu. Co to znaczy dla rynku? To zmiana skali, która może podnieść ceny i ograniczyć masowy napływ tanich produktów do Europy" – czytamy w INNPoland. Nowe unijne przepisy wprowadzają nie tylko dodatkowe opłaty, ale i ściślejszą kontrolę rynku poprzez utworzenie centralnego hubu danych celnych oraz nowego urzędu nadzorującego to, co trafia na europejski rynek. Odpowiedzialność za formalności celne i zgodność produktów z normami zostanie przeniesiona z konsumentów na platformy sprzedażowe, którym za łamanie tych zasad będą grozić surowe kary. Mogą osiągnąć do 6 proc. wartości importu, a w skrajnych przypadkach nawet ograniczenie działalności.
Go to News Site