naTemat
Ube wraz z jego wyrazistym i rzucającym się w oczy kolorem ostatnio coraz częściej przykuwa wzrok podczas wizyt w sklepach, czy kawiarniach. Ale czym tak właściwie jest ten nowy, fioletowy trend na rynku gastronomii? Jeszcze niedawno żyliśmy zbiorową obsesją na punkcie dubajskiej czekolady, matchy czy pistacji. Jednak rynek restauracyjny i sklepowy nie znosi próżni – aby podtrzymać nasze zainteresowanie i chęć próbowania nowości, twórcy trendów muszą serwować nam coraz to nowsze bodźce. Wszystko wskazuje na to, że tegorocznym viralem, który całkowicie zdominuje nasze karty menu, będzie ube. Ten fioletowy batat wywodzący się z kuchni azjatyckiej kusi nie tylko swoją neonową barwą, ale i niezwykle subtelnym, deserowym smakiem, który podbił już serca wielu ludzi na świecie. Czym właściwie jest ube? Ube to oficjalnie fioletowy pochrzyn, czyli bulwiasta roślina z rodziny pochrzynowatych, ale potocznie nazywamy go raczej po prostu fioletowym batatem, ze względu na podobny kształt i strukturę. Z zewnątrz wygląda dość niepozornie – ma ciemną, chropowatą i grubą skórę, która przypomina zwykłego ziemniaka wyciągniętego prosto z ziemi. Prawdziwa magia dzieje się jednak po jego przekrojeniu. W środku kryje się intensywnie fioletowy miąższ, który aż dziwne, że nie powstaje przy użyciu żadnych sztucznych barwników. Jest w 100% "all natural". W kuchni azjatyckiej ube to absolutny klasyk, który od pokoleń stanowi bazę tamtejszych deserów. Tradycyjnie przygotowuje się z niego ube halaya – gęstą, aksamitną pastę z utartego korzenia, mleka i cukru. To właśnie ona jest fundamentem dla większości nowoczesnych przepisów na napoje, które dzisiaj widzimy w kawiarniach. Jego smak można określić jako połączenie nut wanilii, orzechów laskowych, a nawet białej czekolady. Jest więc naturalnie słodkawy i bardzo delikatny, co sprawia, że może znaleźć więcej zwolenników niż jego popularniejsza koleżanka matcha o "rybim" lub "trawiastym" posmaku. Superfood w kolorze fioletu. Właściwości zdrowotne ube Piękny, fotogeniczny wygląd to jednak nie wszystko, co ten azjatycki batat ma nam do zaoferowania. Ube błyskawicznie zyskało miano nowego superfood i nie ma w tym ani grama przesady. Swój niesamowity kolor zawdzięcza antocyjanom – potężnym przeciwutleniaczom, które znajdziemy również w jagodach, aronii czy czarnej porzeczce. Te związki pomagają nam zwalczać wolne rodniki, opóźniają procesy starzenia organizmu i skutecznie wspierają układ odpornościowy. Jak informują serwisy medyczne, antyoksydanty zawarte w ube mogą również pomagać w obniżaniu poziomu cukru we krwi oraz zmniejszać stany zapalne. Z punktu widzenia dietetycznego, fioletowy ube to także kopalnia witaminy C, potasu, błonnika oraz witamin z grupy B. Co niezwykle istotne – klasyczne ube latte, w przeciwieństwie do kawy czy matchy, nie zawiera kofeiny. Jest dzięki temu znacznie łagodniejsze dla żołądka i może być bezpieczną alternatywą dla kawy nawet późnym wieczorem. Nowy wiosenny trend. Machina ruszyła na dobre W dobie mediów społecznościowych wygląd potrawy liczy się niemal tak samo, jak jej smak. Intensywnie fioletowe latte, lody czy gofry wyglądają na zdjęciach niemal jak z innej planety, co natychmiast przyciąga uwagę na Instagramie czy TikToku. Największe światowe sieci, w tym chociażby Starbucks, już zwietrzyły interes, wprowadzając do swoich ofert napoje i desery wykorzystujące ten fioletowy składnik. W sklepach spożywczych natomiast, coraz częściej możemy spotkać różnego rodzaju przekąski o smaku ube – czekoladę czy precelki. Trend ube latte podawanej zarówno na gorąco, jak i na zimno, staje się oryginalną odskocznią od klasyki w kawiarniach. Restauracje z kolei eksperymentują z tym składnikiem w lodach albo ciastach, a na mediach społecznościowych lawinowo przybywa testów i recenzji kolejnych "fioletowych" miejsc na mapie Polski. Ube łączy w sobie wszystko to, czego szukamy wiosną: świeżość, nowość i prozdrowotny charakter ukryty w atrakcyjnej formie. Wszystko wskazuje chyba na to, że mamy już napędzoną machinę nowego trendu, czyż nie?
Go to News Site