Collector
Prof. Matczak w naTemat: Lewica klepała mnie po plecach, dopóki nie ośmieliłem się wyrazić innego zdania | Collector
Prof. Matczak w naTemat: Lewica klepała mnie po plecach, dopóki nie ośmieliłem się wyrazić innego zdania
naTemat

Prof. Matczak w naTemat: Lewica klepała mnie po plecach, dopóki nie ośmieliłem się wyrazić innego zdania

– Łamanie konstytucji zawsze kończy się łamaniem człowieka – mówi prof. Marcin Matczak w "Wieczorze naTemat". Prawnik i filozof podkreśla, że granica już dawno została przekroczona. I nie chodzi o zwykły spór prawny, chodzi o to, czy państwo nadal chroni obywatela, czy zaczyna go sobie podporządkowywać. Jak pokazuje historia, takie procesy nigdy nie kończą się dobrze. Czy w prezydentów z ramienia PiS wpisana jest rola seryjnych, konstytucyjnych przestępców dokonujących zamachu na praworządność? Czy Donald Trump może zostać odwołany z funkcji prezydenta? Czy w 2040 roku doczekamy się książki: Jak wychować prezydenta RP? Czy jeśli prawo podlega interpretacji to nadal jest prawem?  Na te – i wiele innych pytań – w najnowszej odsłonie "Wieczoru naTemat" odpowiada prof. Marcin Matczak, prawnik, filozof, autor książek, nauczyciel akademicki i publicysta. Polaryzacja to "śmiertelny wróg" dla demokracji Jednym z najgroźniejszych zjawisk współczesnej polityki jest zamykanie ludzi w plemiennych tożsamościach. W takim świecie każda próba wyjścia poza linię własnego obozu traktowana jest jak zdrada, a nie jak element uczciwego namysłu. – Najczęstszy komentarz, jaki dostaję z jednej i z drugiej strony, brzmi: nie mogę tego słuchać. Jakby inna wizja świata bolała. A przecież właśnie na tym polega myślenie, żeby się z czymś innym konfrontować – podkreśla prof. Marcin Matczak To właśnie ten "ból myślenia" sprawia, że debata publiczna coraz częściej zamienia się w wymianę haseł zamiast argumentów. A konsekwencje są poważniejsze, niż mogłoby się wydawać. – Jeżeli ludzie zamykają się w bańkach, jeżeli żyją w plemionach, to to jest śmiertelnie niebezpieczne dla demokracji. Bo w pewnym momencie pojawia się pytanie: po co oddawać władzę tym, których uznajemy za zdrajców? – mówi. Praworządność podstawą bezpieczeństwa W tym kontekście praworządność przestaje być abstrakcyjnym pojęciem. Staje się warunkiem przetrwania wspólnoty i bezpieczeństwa jednostki. – Praworządność to są rządy prawa, a nie ludzi i ich kaprysu. Jeżeli ktoś niszczy praworządność, to niszczy podstawową tkankę społeczną, jaką jest umożliwienie człowiekowi życia tak, jak on chce żyć. Łamanie konstytucji zawsze kończy się łamaniem człowieka – podkreśla gość "Wieczoru naTemat". To zdanie wyznacza realną stawkę sporu. Nie chodzi o przepisy, lecz o granice władzy i o to, czy obywatel może funkcjonować bez strachu przed arbitralną decyzją polityka. – Jeżeli w kraju pojawia się władza, która mówi: ja wiem lepiej niż ty, ja jestem mądrzejszy niż ty – to wszystko jest zagrożone. Nasze plany, nasze życie, nasza samorealizacja – dodaje prof. Matczak. Państwo według woli polityka Problem zaczyna się tam, gdzie konstytucja przestaje być zobowiązaniem, a staje się przeszkodą do obejścia. Wtedy pojawia się pokusa, by zmieniać sens prawa bez zmiany jego treści. – To nie jest interpretacja, to jest wykręcanie konstytucji w drugą stronę. To próba powiedzenia narodowi: nie obchodzi mnie, co ustaliliście, ja wiem lepiej – mówi prof. Marcin Matczak. W takim modelu państwa zasady przestają być wspólne. Stają się narzędziem w rękach tych, którzy akurat sprawują władzę. – To jest pogarda dla narodu. Konstytucja to wola wspólnoty, a nie materiał do dowolnej interpretacji. Jeżeli ktoś ją łamie, uznaje, że jest ważniejszy niż prawo, czyli ważniejszy niż my wszyscy – dodaje. A to – jak pokazuje doświadczenie – prowadzi nieuchronnie do eskalacji napięć. – Jeżeli ktoś jednostronnie zmienia zasady, które wspólnie ustaliliśmy, to musi to prowadzić do konfliktu. Bo druga strona w końcu wstanie od stołu – podkreśla Matczak. Granice interpretacji Prawo wymaga interpretacji, ale nie oznacza to dowolności. Granice wyznacza język, kontekst i spójność całego systemu. Ich przekroczenie to już nie wykładnia, lecz manipulacja. – Jeżeli każdy może nadać słowom dowolne znaczenie, to przestajemy się rozumieć. To jest atak na język, a w konsekwencji na wspólnotę – mówi. To dlatego spór o jedno słowo potrafi uruchomić znacznie większy konflikt – bo w rzeczywistości chodzi o kontrolę nad sensem całego systemu. Więcej niż polityczny konflikt Z tej perspektywy dzisiejszy spór przestaje być jedynie starciem partii. Dotyczy podstawowej zasady, która przez dekady była osią nowoczesnych demokracji. – Cały wysiłek ludzkości polegał na tym, żeby nie pozwolić jednej grupie ludzi narzucać swojej woli wszystkim innym. Bo kiedy to się dzieje, zaczyna się zło – twierdzi prof. Marcin Matczak. I właśnie dlatego – niezależnie od bieżących sporów – pytanie o praworządność pozostaje pytaniem o to, czy państwo nadal chroni obywatela, czy zaczyna go sobie podporządkowywać. Obejrzyj cały odcinek "Wieczoru naTemat" z prof. Marcinem Matczakiem na naszym kanale YouTube naTemat.

Go to News Site