Collector
Nowy Hyundai Ioniq 6 i pierwszy test w Polsce. Znalazłem tylko dwie wady | Collector
Nowy Hyundai Ioniq 6 i pierwszy test w Polsce. Znalazłem tylko dwie wady
naTemat

Nowy Hyundai Ioniq 6 i pierwszy test w Polsce. Znalazłem tylko dwie wady

Jako pierwsi w Polsce mieliśmy okazję przetestować nowego Hyundaia Ioniqa 6 w wersji N Line. To auto, które kusi futurystycznym designem i całkiem wydajnym napędem. Problem z tym samochodem w ogóle nie dotyczy jazdy. Hynudai Ioniq 6 pojawił się na rynku w 2022 r. i od tego momentu niezmiennie widzę w nim... Porsche Taycana. Chodzi o boczny design i ogólne rysy, chociaż jeśli mielibyśmy szukać bezpośrednich konkurentów Ioniqa, bardziej trzeba patrzeć na Teslę Model 3 albo BYD Seal. Tyle że fanów Tesli i tak pewnie trudno byłoby przekonać. Nowy Ioniq 6 N Line. Hyundai jak Batmobil Już poprzednia wersja Ioniqa 6 była porównywana do pojazdu kosmicznego. Dzisiaj ta stylistyka nieco się już opatrzyła, bo i rynek zapełnia się odważniejszymi projektami. Nasz testowy egzemplarz w zestawieniu białych i czarnych kolorów wygląda tak, że trudno nie zwrócić na niego uwagi. Ten biały lakier to perłowy Serenety White, za który trzeba dopłacić 2900 zł. Cienkie diody w przednich lampach to charakterystyczne Parametric Pixel LED. Kilka danych technicznych. Auto ma niecałe 5 metrów długości (4925 mm), rozstaw osi to prawie 3 m (2950 mm). Szerokość – około 1,9 m (1880 mm). Wysokość to niecałe 1,5 m (1495 mm). W przypadku Hyundaia ostatnio najwięcej emocji wzbudzała premiera Ioniqa 3. W porównaniu do "szóstki" to dwa światy, ale podobna designerska fantazja. I bez wątpienia to jeden z atutów tej linii modelowej. Wnętrze Ioniqa 6 to połączenie cyfrowego świata z bardzo funkcjonalną i naszpikowaną przyciskami deską rozdzielczą. Fizyczne guziki w Hyundaiach nikogo nie powinny dziwić, bo są w nich od lat i wydawało się, że żadna rewolucja technologiczna tego nie zmieni. Ale dało się to wszystko pogodzić. Mamy cyfrowe zegary z 12,3-calowym wyświetlaczem. A pod ręką w środkowej części cały zestaw przycisków. Wiele osób doceni ten układ, bo w obsłudze sprawdza się to genialnie. I co ważne, klimatyzacja też została na tradycyjnym, przejrzystym panelu. Żadnego szukania na ekranie, gdzie zmniejszyć siłę nawiewu i regulować temperaturę. Z perspektywy kierowcy denerwował mnie tylko jeden szczegół (to pierwsza wada z tytułu tekstu). Zobaczcie na te plastikowe "płetwy" po bokach. Jeśli zdecydujecie się na kamery zamiast zwykłych lusterek, w tych miejscach pojawią się ekrany. W wersji ze zwykłymi lusterkami dostajemy coś takiego, jak na zdjęciach. Nie tylko ja zwróciłem na to uwagę, więc w projekcie przydałaby się poprawka. Jakość materiałów? Trudno się przyczepić, ale i specjalnie chwalić. Na pewno nie jest plastikowo, wiele elementów jest po prostu przyjemnych w dotyku. Zadbano też o detale, jak czerwony przycisk do zmiany trybów jazdy na kierownicy. Do tego te czerwone obszycia. To świetnie pasuje do konfiguracji, która przecież ma dawać trochę więcej żywiołu. Poza tym, dostaliśmy do testu nowe auto. Gdyby wnętrze ociekało plastikiem, każdy z pasażerów poczułby to w sekundę. A tego efektu na szczęście nie było. Zaskoczeniem była ilość miejsca na tylnej kanapie. Opadająca linia dachu nie jest problemem, bo nawet wyższe osoby mogą się rozsiąść wygodnie, bez zginania karku. Z kolei bagażnik ma 401 l pojemności (VDA). Nowy Ioniq 6 N Line. Napęd, osiągi i test w trasie To nie jest "zwykły" elektryczny Hyundai do przemieszczania się z punktu A do B. Przyspieszenie 0-100 km/h w 5,1 s to przecież możliwości aż na wyrost. 325 KM, napęd na cztery koła, 605 Nm maksymalnego momentu obrotowego... Ioniq 6 ma duży potencjał, jeśli chodzi o parametry. Prędkość maksymalna to 185 km/h. Trzeba było zweryfikować kilka danych z broszurki producenta. Pojemność baterii w naszej wersji to 77,4 kWh. W teorii zasięg wynosi około 570 km, a w cyklu miejskim według WLTP da się wykręcić blisko 700 km. Weźmy na początek nasz pomiar z trasy. Pojechałem z Warszawy do Olsztyna, czyli głównie drogą ekspresową. Zmierzyłem zużycie od startu jeszcze w miejskich korkach i wyszło 20,5 kWh. Na zdjęciu poniżej mamy zużycie energii jeszcze z dodatkowymi odcinkami przejechanymi po Olsztynie. Przy takich liczbach maksymalny zasięg wyniósłby około 490 km. I jeszcze pomiar z jazdy miejskiej. Jednego dnia przejechałem około 13 km i komputer pokazał mi zużycie 16,4 kWh. Ponownie daje nam to maksymalny zasięg blisko granicy 500 km. W Hyundaiu system ma fajną opcję, że pokazuje zasięg w trzech opcjach – ten realny, najbardziej optymistyczny z uwzględnieniem najniższego zużycia oraz wariant, kiedy wystawimy auto na próbę z wyższym zapotrzebowaniem energii. Dlatego kiedy po miejskiej przejażdżce zostało mi 34 proc. baterii, auto pokazało mi, że mogę przejechać 133 km, albo 195 km przy niższym zużyciu. I nie mniej niż 89 km, jeśli nagle pojadę dużo bardziej dynamicznie. Przy 120 km/h zużycie wahało się w granicach 20-21 kWh. Autostradowa prędkość to 2-3 kWh więcej. Liczby z naszego testu to efekt zwyczajnej, przepisowej jazdy w trybie eko lub "normalnym". Jeśli przełączycie się w ustawienia sportowe, auto wyraźnie zmienia charakterystykę napędu i wtedy naprawdę da się poczuć, że macie pod nogą ponad 300 KM. Na pewno nie miałem wrażenia, że Ioniq 6 waży ponad dwie tony, tylko kilkaset kilogramów mniej. Jeden z moich pasażerów stwierdził, że auto ma "sprężyste" zawieszenie. Trafił w punkt, bo Hyundai jest sprytnie zbalansowany między komfortem a sztywnością nadwozia, która dodaje trochę pikanterii. Albo prościej – daje poczucie, że jedziemy czymś usportowionym. Ile kosztuje nowy Hyundai Ioniq 6? W konfiguratorze startujemy od 199 800 zł, ale to jest dopiero początek zabawy i mamy tu oczywisty haczyk. To wersja o mocy 229 KM, ale jeśli się uprzemy, to faktycznie możemy jeździć tym Hyundaiem za mniej niż 200 tys. zł. Tylko że nasza odmiana N Line to już na starcie wydatek na poziomie 275 tys. zł. Finalnie nasz testowy i doposażony Ioniq 6 kosztowałby... 282 700 zł. Ja rozumiem, że dostajemy za to auto wyposażone "pod korek", jednak ta cena w stosunku do "bazy" w ofercie jest... efektowna. Nie mówię, że przesadzona, po prostu stwierdzam fakt. I zastanawiam się, jak potencjalni klienci przyjmą granicę bólu, czyli wydatek prawie 300 tys. zł. Trzeba jednak coś podkreślić. Ioniq 6 jest bardzo udanym i wciąż nieoczywistym autem. Z wydajnym napędem i baterią, którą da się szybko naładować. Samochód obsługuje ładowanie z mocą do 350 kW na stacjach szybkiego ładowania DC – ładowanie od 10 do 80 proc. może zająć 18 minut. Warto pamiętać też, że Hyundai ma asa w rękawie, czyli prawdziwą sportową propozycję – Ioniqa 6 N o mocy 650 KM. I to jest dopiero zwariowana koncepcja. Więcej relacji zza kierownicy innych ciekawych aut znajdziesz na moich profilach Szerokim Łukiem na Facebooku oraz Instagramie.

Go to News Site