naTemat
Okazuje się, że nie wszyscy wiedzą, kiedy mozna zatrzymać się na pasie awaryjnym przy drodze szybkiego ruchu czy też autostradzie. Dlatego postanowilismy przypomnieć wszystkim zasady i kary. Jadę niedawno trasą S7, tempomat ustawiony na przepisowe wartości, muzyka gra, a tu nagle widzę gościa, który na pasie awaryjnym urządził sobie postój. I nie, nie dymiło mu się spod maski. Pan po prostu rozmawiał przez telefon, gestykulując tak energicznie, jakby właśnie negocjował kontrakt życia. No i powiem wam szczerze: krew mnie zalała. Bo zatrzymanie na autostradzie w miejscu do tego nieprzeznaczonym to nie jest "tylko chwilka", to proszenie się o tragedię. Postanowiłem więc przypomnieć, o co w tym wszystkim chodzi, bo jak widać, dla wielu "awaryjny" to po prostu taki darmowy parking z dreszczykiem emocji. Pas awaryjny to nie miejsce na "szybkie sprawdzenie mapy" Zacznijmy od podstaw. Pas awaryjny to ta część drogi, która ma ratować tyłek w sytuacjach krytycznych, a nie służyć jako zatoczka do wpisania celu w nawigację. To przestrzeń techniczna po prawej stronie autostrady lub drogi ekspresowej. Zasada jest prosta: jeśli twoje auto jedzie, a ty czujesz się dobrze, nie masz tam prawa stać. Kropka. Przepisy drogowe w tej kwestii są bezlitosne i mają w tym przypadku 100 proc. racji. Autostrada to nie jest zwykła ulica w mieście, tu margines błędu przy prędkości 140 km/h właściwie nie istnieje. No dobrze, to kiedy faktycznie możemy tam zjechać bez strachu, że dostaniemy mandat? Sytuacji jest kilka i wszystkie łączy jedno słowo: konieczność. Awaria samochodu: Przebita opona, dym spod maski, brak mocy, czyli klasyki. Kolizja lub wypadek: Jeśli samochód da się przestawić, a blokuje on ruch na głównych pasach, musimy go usunąć na bok dla bezpieczeństwa innych. Problemy zdrowotne: Nagłe zasłabnięcie, silny ból, cokolwiek, co sprawia, że dalsza jazda zagraża życiu twojemu i innych. Ładunek na jezdni: Jeśli coś spadło ci z dachu lub przyczepy, musisz to zabezpieczyć. Wszystko inne? "Siku" dziecka, "ważny telefon z biura", czy "chciałem tylko przetrzeć szybę" to prosta droga do tego, by zarobić punkty karne i, co gorsza, zostać zmiecionym przez pędzącą ciężarówkę. Jazda pasem awaryjnym to szczyt cwaniactwa Widzieliście to na pewno nie raz. Korek na A2, wszyscy grzecznie stoją, a tu nagle znajduje się "pan i władca szos", który postanawia, że on czekać nie będzie. Wrzuca kierunkowskaz i pędzi pasem awaryjnym do najbliższego zjazdu. Powiem to krótko: to nie tylko skrajny egoizm, ale też gigantyczne zagrożenie. Ten pas musi być drożny, bo w każdej chwili może nim ruszyć karetka lub straż pożarna. Tworzenie korytarza życia to obowiązek, a blokowanie go lub używanie pasa awaryjnego jako prywatnego skrótu to prosta droga do tego, by ktoś nie otrzymał pomocy na czas. Pamiętajcie, że bezpieczeństwo na drodze zależy od tego, czy potrafimy przewidywać skutki swoich głupich decyzji. Jeśli już faktycznie los tak chciał i twoje auto odmówiło posłuszeństwa, nie rób z siebie bohatera. Stajesz na pasie awaryjnym, ale robisz to z głową. Nigdy, powtarzam, nigdy nie siedź w samochodzie czekając na lawetę. Stojący pojazd na autostradzie to magnes na nieszczęście. Ile kosztuje taka "chwila postoju"? Jeśli policja przyłapie cię na postoju bez wyraźnej przyczyny, nie licz na wyrozumiałość. Mandat za nieuzasadnione zatrzymanie pojazdu na autostradzie to realny koszt, który może mocno zaboleć twój budżet. Na start 300 zł, ale za niewłaściwe sygnalizowanie takiego postoju, czyli brak świateł awaryjnych lub trójkąta, można otrzymać dodatkowe punkty karne, a w skrajnych przypadkach nieprawidłowego zatrzymania wyższe kary. Ale spójrzmy na to szerzej: cena, jaką płacisz za głupotę na drodze, może być znacznie wyższa niż kilka stówek i parę punktów. Szczerze? Wolę nadłożyć 10 kilometrów do najbliższego MOP-u, żeby spokojnie wypić kawę czy odebrać telefon, niż ryzykować życie swoje i moich pasażerów na krawędzi pędzącego potoku aut.
Go to News Site