naTemat
"Pierwszy człowiek" to jeden z najbardziej niedocenionych filmów w dorobku Damiena Chazelle’a, oscarowego twórcy "La La Land". Ryan Gosling wciela się w legendarnego Neila Armstronga nie jako pomnikowego bohatera Ameryki, lecz człowieka przytłoczonego stratą, który próbuje zagłuszyć ból wśród gwiazd. To przejmujące, kameralne kino, które zdecydowanie zasługuje na drugą szansę Gdy Damien Chazelle ogłosił, że nakręci film o Neilu Armstrongu, zaskoczonych reakcji nie brakowało. Reżyser kojarzony z jazzowym rytmem "Whiplash" i musicalowym rozmachem "La La Land", najmłodszy laureat Oscara za reżyserię w historii wydawał się ostatnią osobą, która mogłaby nakręcić wielką hollywoodzką produkcję o podboju kosmosu. I faktycznie, Chazelle nakręcił coś zupełniego innego. Oparty na książce Jamesa R. Hansena "Pierwszy człowiek" z 2018 roku nie skupia się na patriotycznych przemowach, powiewających flagach i wychwalaniu sukcesu Stanów Zjednoczonych w kosmicznym wyścigu. Chazelle stworzył surowy, kameralny, niemal dokumentalny film o samotności, stracie, traumie i ogromnej cenie, jaką płacili astronauci-pionierzy oraz ich rodziny O czym jest "Pierwszy człowiek"? Ryan Gosling gra astronautę Neila Armstronga Akcja filmu "Pierwszy człowiek" obejmuje lata 1961–1969, czyli okres intensywnego wyścigu kosmicznego i przygotowań do historycznej misji Apollo 11. W centrum tej historii nie stoi jednak sama NASA, lecz życie prywatne Armstrongów. Neil (Ryan Gosling, gwiazdor "Projektu Hail Mary" i nadchodzących "Gwiezdnych wojen") i jego żona Janet (Claire Foy, czyli młoda królowa Elżbieta II z "The Crown") próbują poradzić sobie po śmierci 2,5 letniej córki Karen. Armstrong kompletnie nie potrafi przepracować tej niewyobrażalnej tragedii. Zamiast mówić o emocjach, ucieka w pracę, kolejne testy i niebezpieczne loty. Film Chazelle'a pokazuje, że za legendą pierwszego człowieka na Księżycu krył się ktoś zamknięty w sobie, wycofany i emocjonalnie odcięty od świata. Reżyser "La La Land" mistrzowsko oddaje też realia kosmicznych misji lat 60. W "Pierwszym człowieku" statki kosmiczne nie przypominają futurystycznych cudów techniki. To ciasne, hałaśliwe konstrukcje pełne drgających śrub i trzeszczącego metalu. Widz niemal czuje klaustrofobiczny lęk astronautów zamkniętych w kapsułach przypominających blaszane trumny. Ryan Gosling jest znakomity jako Neil Armstrong, chociaż nie jest to "widowiskowa" rola – bliżej jej do małomównego, emocjonalnie zdystansowanego bohatera kultowego "Drive". Gwiazdor "Barbie" jest oszczędny w środkach wyrazu, ale sprawia, że ból bohatera można wyczytać z jego samego spojrzenia i postury. Świetnie kontrastuje z nim fenomenalna (i potwornie niedoceniana we współczesnym kinie) Claire Foy jako Janet Armstrong. Jej Janet nie jest posłuszną i cierpliwą żoną austronauty, ale kobietą, która żyje w ciągłym lęku o życie męża. W pewnym momencie oskarża nawet NASA o zabawę ludzkim życiem. Dalsza część artykułu poniżej. "Pierwszy człowiek" otrzymał cztery nominacje do Oscara i wygrał w kategorii najlepszych efektów specjalnych. W pełni zasłużenie, bo widowiskowa i realistyczna scena lądowania na Księżycu do dziś robi ogromne wrażenie. Niesamowity klimat buduje również fenomenalna muzyka Justina Hurwitza, kompozytora nagrodzonego Oscarem za "La La Land". Film ma 87 proc. pozytywnych recenzji od krytyków w serwisie Rotten Tomatoes. Opinie widzów były mniej entuzjastyczne, ale wciąż bardzo solidne (68 procent w RT, 7,2/10 na IMDb i Filmwebie). Część publiczności spodziewała się raczej typowego blockbustera o triumfie Ameryki w kosmicznym wyścigu. Film Chazelle'a, choć wizualnie spektakularny, jest czymś zupełnie przeciwnym: to intymna historia o człowieku, który musiał polecieć na Księżyc, by w końcu pożegnać się z tym, co stracił na Ziemi. Gdzie oglądać "Pierwszego człowieka"? "Pierwszego człowieka" znajdziecie w streamingu. W ramach abonamentu obejrzycie go w serwisie HBO Max, możecie też wypożyczyć go odpłatnie na VOD, m.in. na Prime Video i Apple TV.
Go to News Site