Ceny atrakcji nad Bałtykiem to rozbój w biały dzień. Oburzeni turyści, ale i mieszkańcy
naTemat

Ceny atrakcji nad Bałtykiem to rozbój w biały dzień. Oburzeni turyści, ale i mieszkańcy

Wakacje nad Bałtykiem każdego roku cieszą się dużą popularnością, mimo iż od lat nie mają wiele wspólnego z budżetowymi wypadami. Turyści chcący zwiedzić Gdańsk, Gdynię i Hel muszą jednak być w tym roku gotowi na bolesną podwyżkę cen popularnej atrakcji. Nawet mieszkańcy mają tego dość. Wakacje nad Bałtykiem zawsze cieszą się dużą popularnością. Naszych turystów nie zrażają parawany, ceny a nawet niepewna pogoda. W wielu przypadkach urlop nad polskim morzem to po prostu tradycja. Podczas odwiedzin w Trójmieście lub Helu obowiązkowym punktem wielu wczasowiczów jest skorzystanie z tramwaju wodnego kursującego między półwyspem a Gdynią i Gdańskiem. Jednak po tegorocznej podwyżce cen wiele osób trzy razy się zastanowi, zanim wejdzie na pokład. Ceny nad Bałtykiem to rozbój w biały dzień. Podwyżka wyjątkowo bolesna Gdańsk od Helu dzieli w linii prostej ok. 30 km. Równocześnie drogą lądową do pokonania jest ok. 100 kilometrów, a przejazd bywa prawdziwą gehenną. Trasa z Trójmiasta na Półwysep Helski jest bardzo popularna i każdego roku ustawiają się tam wielogodzinne korki. Droga do Władysławowa stoi niemalże zawsze, a i na samym półwyspie bywa bardzo ciasno. Stąd wiele osób, chcąc ułatwić sobie tę przeprawę, wybiera tramwaj wodny. Ten zacznie kursować już 6 kwietnia i byłby idealnym rozwiązaniem dla turystów i mieszkańców, gdyby nie jego ceny. Jak podaje Wirtualna Polska, po najnowszej podwyżce za przejazd w jedną stronę na trasie z Gdańska do Helu trzeba będzie zapłacić aż 120 zł w przypadku biletu normalnego i 90 zł za bilet ulgowy. Podróż w dwie strony to wydatek na poziomie 170 i 140 zł. Tramwaj kursuje także na trasie Gdynia–Hel. W tym przypadku podróż w jedną stronę kosztuje 105 zł (bilet normalny) i 80 zł (bilet ulgowy). Chcąc popłynąć w dwie strony, trzeba liczyć się z wydatkami na poziomie 160 i 130 zł. Łatwo więc policzyć, że wycieczka dla rodziny z jednym dzieckiem to wydatek na poziomie 290 zł w jedną stronę i 450 zł w dwie strony. Z Gdańska to już odpowiednio 330 i 480 zł. A przecież to tylko transport. Wydatki na miejscu, takie jak atrakcje, jedzenie, pamiątki czy drobne przyjemności, to dalsze "sprzątanie" portfeli turystów. Tramwaj wodny na Bałtyku to żart, który irytuje już nawet mieszkańców Kwestia tramwaju wodnego od lat budzi wiele wątpliwości. Pływające tam jednostki nie należą do najnowszych, o zabraniu samochodu można zapomnieć, a dodatkowe (niemałe) opłaty są naliczane za transport roweru. Z tramwajów wodnych chętnie korzystaliby także mieszkańcy Trójmiasta czy Helu. Dla tych z Półwyspu Helskiego byłby to szybki i wygodny transport np. do lekarza czy urzędu. Mieszkańcy Gdańska czy Gdyni chętnie popłynęliby na Hel w poszukiwaniu ciszy i spokoju. Niestety ceny zniechęcają ich jeszcze skuteczniej niż turystów. – Poza turystami od lat, a właściwie dekad, Pomorzanie narzekają na te połączenia, bo są one kosmicznie drogie. To naciąganie osób spragnionych namiastki morza. Przez cały ten czas nikt nie doprowadził do tego, żeby pojawiły się jednostki pływające pozwalające na realne skrócenie drogi z Trójmiasta na Hel, która jest zakorkowana od wczesnego do późnego sezonu – podsumował w rozmowie z nami Kuba, mieszkaniec Gdańska. Kwestia ta każdego roku irytuje także osoby dojeżdżające do pracy pod Trójmiastem albo po prostu odwiedzających rodziny i znajomych mieszkających poza Gdańskiem i Gdynią. Aktualnie jedyną alternatywą dla korków i drogich tramwajów wodnych jest pociąg. Tylko że to także nie jest rozwiązanie idealne, bo na wielu odcinkach dostępny jest tylko jeden tor, przez co przepustowość linii jest mocno ograniczona.

Go to News Site