Mejza kontra dziennikarka TVP Info. Pytania o 163 punkty karne przerosły posła
naTemat

Mejza kontra dziennikarka TVP Info. Pytania o 163 punkty karne przerosły posła

Łukasz Mejza uzbierał aż 163 punkty karne za kilkanaście wykroczeń, a suma mandatów ma wynieść ponad 17 tys. zł. O to posła PiS postanowiła zapytać na sejmowym korytarzu dziennikarka TVP Info Justyna Dobrosz-Oracz. Polityk ani myślał odpowiadać, za to wywiązały się kuriozalne sceny. O aferze wokół Łukasza Mejzy wciąż głośno. W środę (25 marca) na sejmowym korytarzu posła PiS zaczepiła dziennikarka Justyna Dobrosz-Oracz. Próbowała wypytać polityka o jego piracką jazdę i wykroczenia, za które ma niebawem odpowiedzieć. – Panie pośle, nie miał pan z tyłu głowy, że może kogoś zabić, jeżdżąc 200 km na godzinę? – pytała reporterka. Mejza po tych słowach wyciągnął telefon i zaczął nagrywać. – Szanowni państwo, to jest pani Justyna Dobrosz-Oracz z "Gazety Wyborczej" – mówił. Spięcie Mejzy z dziennikarką TVP Info Dobrosz-Oracz nie zamierzała jednak odpuszczać. – Czy ma pan świadomość, że mógł pan kogoś zabić, panie pośle? (...) Panie pośle, ja pytam pana, pan miał tyle mandatów... To nie jest jedno przekroczenie prędkości. To wiele wykroczeń – zwracała uwagę. – Panie pośle, ma pan odwagę cywilną przeprosić ludzi, którzy byli na tej drodze? Ma pan odwagę? – drążyła. Wtedy poseł PiS próbował odwrócić kota ogonem i zwrócić uwagę na zupełnie inną sprawę. Przywołał, że premier Donald Tusk przed laty również przekroczył prędkość w terenie zabudowanym, a on "tylko" na trasie ekspresowej S3. Po chwili na korytarzu zrobił się niemały chaos. – Jeśli liczy się pani ze sprawami kierowców, proszę zapytać o ceny benzyny Donalda Tuska – rzucił Mejza, a dziennikarka TVP Info odeszła. Mejza ma 163 punkty karne za piracką jazdę 163 punkty karne i mandaty na kwotę ponad 17 tys. zł – taki ma być bilans wykroczeń drogowych Łukasza Mejzy. Do tej pory najbardziej znany był jedynie przypadek jazdy 200 km/h na S3. Teraz widać, że był to tylko najbardziej widowiskowy element znacznie dłuższej listy, która wciąż się wydłuża. Jak ustaliło RMF FM, fotoradary miały aż 16 razy zarejestrować przekroczenie prędkości przez polityka. To oznacza, że poseł straci najpewniej prawo jazdy. Dotychczas policja zawnioskowała o uchylenie immunitetu Mejzie w związku z dziewięcioma przewinieniami. Sprawa jednak dynamicznie się zmienia. Wiadomo, że Inspekcja Transportu Drogowego chce, by za notoryczne łamanie przepisów poseł odpowiedział przed sądem. Mejza odwraca kota ogonem A co na to wszystko sam zainteresowany? "Ale to się porobiło! Paliwo, zamiast 5.19 zaraz kosztować będzie 9.15, bezrobocie za Tuska bije kolejne rekordy, a newsem dnia jest to, że Łukasz Mejza ma punkty karne za przekroczenie prędkości na trasie szybkiego ruchu!" – stwierdził w oświadczeniu wysłanym do rozgłośni, która pisała o jego przewinieniach. W dalszej części polityk wciąż uderzał w rząd, ale nie mówił o swojej niebezpiecznej jeździe. "Gdyby to nie było tak straszne, to nawet ten fakt mógłby mi schlebiać, że jestem tak popularny i ważny, że przykrywam medialnie wszystkie porażki najsłabszego rządu w historii" – czytamy w jego komentarzu. Na koniec wszystko zgonił na "stary adres" i wspomniał znów o Tusku. "To są jakieś stare, skumulowane sprawy jeszcze z 2024 roku. Gdyby nie to, że korespondencja przychodziła na stary adres, to już 2 lata temu poprzyjmowałbym te mandaty i nie miałbym żadnych punktów karnych. Aha! I jeszcze jedno! Ja przekroczyłem prędkość, za co oczywiście przepraszam, na trasie szybkiego ruchu, a Tusk w terenie zabudowanym. Tak że najpierw proszę grillować najważniejszego Niemca w Polsce, a dopiero potem wrzucać mnie (oczywiście w pełni zasłużenie) na ruszt" – podsumował.

Go to News Site