naTemat
Pomyślcie o najdroższym jachcie, jaki widzieliście w porcie w Monaco czy Cannes. Teraz spróbujcie przenieść ten klimat na cztery koła, dodajcie do tego potężny silnik V12 i emblemat Spirit of Ecstasy na masce. Tak właśnie wygląda Rolls-Royce Cullinan Yachting, czyli nowa, limitowana seria RR. Rolls-Royce nie lubi robić rzeczy zwyczajnych. Zamiast wypuścić po prostu "niebieskiego SUV-a", marka stworzyła cztery unikalne Private Commissions, z których każdy odpowiada innemu kierunkowi kompasu. Mamy więc Północ, Południe, Wschód i Zachód. To nie są tylko nazwy w katalogu. Każdy samochód otrzymał dedykowany lakier, który ma oddawać charakter wód w danej części świata. Cullinan Yachting North mieni się chłodnym błękitem Crystal over Light Blue, podczas gdy wersja West straszy i zachwyca głębokim, burzowym odcieniem Sapphire Gunmetal. To detale, które sprawiają, że luksusowy SUV przestaje być tylko środkiem transportu, a staje się kolekcjonerskim artefaktem. Deska rozdzielcza jak obraz w galerii Największe wrażenie robi jednak wnętrze. Zapomnijcie o plastikach czy nudnych dekorach. W serii Cullinan Yachting deska rozdzielcza to ręcznie malowane dzieło sztuki. Rzemieślnicy z Goodwood spędzili dwa miesiące na samym dopracowywaniu techniki, by uzyskać efekt "kilwateru", czyli śladu, jaki pędząca motorówka zostawia na tafli wody. Wykorzystano tu technikę aerografu na mokrym lakierze, a następnie ręczne modelowanie detali cienkim pędzlem. Efekt? Patrzysz na kokpit i masz wrażenie, że woda pod szybą naprawdę się rusza. Całość dopełnia głęboki, metaliczny błękit Piano Milori Sparkle, który ma przypominać barwę morza u wybrzeży Lazurowego Wybrzeża. Drewno tekowe i kompas z 40 elementów Jeśli ktoś z was miał okazję być na pokładzie luksusowej łodzi, natychmiast rozpozna ten zapach i fakturę. Drewno tekowe klasy A trafiło do wnętrza Rolls-Royce’a w formie tzw. otwartych porów. Znajdziemy je na panelach drzwi, konsoli środkowej, a nawet na tylnej ściance oddzielającej kabinę od bagażnika (tzw. Waterfall). Właśnie tam umieszczono intarsję w kształcie kompasu. To zegarmistrzowska robota – motyw składa się z ponad 40 pojedynczych elementów z takich gatunków jak jawor, tek, jesion i czarny bolivar. Każdy kawałek forniru został ręcznie wycięty i dopasowany z dokładnością co do milimetra. W świecie, gdzie wszystko tnie laser, taka rzemieślnicza robota robi kolosalne wrażenie. Niebo nad Morzem Śródziemnym w aucie Kultowa już podsufitka Starlight w tych egzemplarzach poszła o krok dalej. To nie jest przypadkowy układ gwiazd. Światłowody zostały ułożone tak, by obrazować dominujące wiatry na Morzu Śródziemnym. Niektóre punkty świetlne są statyczne, inne animowane, co daje subtelny efekt ruchu powietrza nad głowami pasażerów. Dodatkowo, fotele wykończone skórą Arctic White i Navy Blue posiadają specjalny haft przypominający splot liny żeglarskiej. Ten sam motyw olinowania znajdziemy na podświetlanych listwach progowych. To są właśnie te smaczki, za które klienci płacą miliony, ta świadomość, że każdy centymetr kwadratowy auta ma swoją historię. Od Santa Maria do współczesnych jachtów Skąd w ogóle pomysł na takie połączenie? Okazuje się, że dziedzictwo jachtowe Rolls-Royce'a to nie jest marketingowy wymysł. Sam Charles Rolls, zanim na dobre wsiadł do samochodu i samolotu, służył jako inżynier na rodzinnym jachcie parowym o nazwie Santa Maria. Dziś marka wraca do tych korzeni, czerpiąc z estetyki jachtingu garściami. Widać to nawet w sylwetce Cullinana, bo dolna linia nadwozia, zwana przez projektantów waft line, jest bezpośrednio inspirowana linią kadłuba przecinającego fale. Rolls-Royce Cullinan Yachting to pokaz siły. To dowód na to, że personalizacja samochodów osiągnęła poziom, w którym jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia klienta (i zasobność jego portfela). Te cztery egzemplarze prawdopodobnie znikną w prywatnych kolekcjach szybciej, niż zdążycie powiedzieć "Ahoj", ale zostawiają po sobie ślad równie wyraźny, co motorówka na spokojnej wodzie.
Go to News Site