naTemat
Kino wojenne przyzwyczaiło nas do heroizmu i podniosłej muzyki, ale "Furia" to zupełnie inna bajka. To brutalna, brudna i realistyczna lekcja historii, w której zamiast lśniących orderów królują krew, pot i strach. TVN pokaże ten hit w piątek 27 marca – dla osób szukających mocnych wrażeń to pozycja obowiązkowa. Kiedy David Ayer ("Bogowie ulicy", "Legion samobójców"), reżyser znany z miłości do twardego kina, ogłosił, że kręci film o załodze amerykańskiego czołgu u schyłku II wojny światowej, wielu spodziewało się kolejnej laurki dla "wielkiego pokolenia" z dumnie powiewającą flagą USA. Jednak to, co zobaczyliśmy na ekranie w 2014 roku, wstrząsnęło widzami. Ayer nie szukał inspiracji w podręcznikach, ale w bolesnych wspomnieniach weteranów ze swojej rodziny oraz w książce "Death Traps" Beltona Coopera. To właśnie tam opisano przerażająco wysokie straty wśród amerykańskich pancerniaków, którzy w swoich Shermanach musieli mierzyć się z technologiczną przewagą niemieckich Tygrysów. "Furia" to film wojenny z Bradem Pittem inspirowany faktami "Furia" nie opowiada o łatwym zwycięstwie, lecz o desperackim przetrwaniu ostatnich dni piekła. Głównym bohaterem jest tu nie tyle człowiek, co maszyna – czołg o nazwie "Fury". To w jego ciasnym wnętrzu śledzimy losy pięcioosobowej załogi dowodzonej przez Dona "Wardaddy'ego" Colliera (Brad Pitt) – złamanego wojną, lecz zdeterminowanego, by ocalić swoich ludzi. Partnerują mu Shia LaBeouf ("Transformers"), Jon Bernthal ("Punisher") i Michael Peña ("Ant-Man"), a dynamikę grupy burzy pojawienie się nowicjusza, Normana (Logan Lerman z filmowego "Percy'ego Jacksona"), który nigdy nie widział wnętrza czołgu, a co dopiero prawdziwej walki. Film precyzyjnie pokazuje wojenne piekło, ale stawia też trudne pytania o to, co wojna robi z ludzką psychiką. Czy można pozostać dobrym człowiekiem, gdy codzienność polega na zabijaniu? "Furia" nie daje łatwych odpowiedzi, a finałowa sekwencja walki na skrzyżowaniu dróg to jeden z najbardziej trzymających w napięciu momentów we współczesnym kinie wojennym. Film "Furia" zachwyca (i poraża) realizmem Realizm filmu docenili zarówno widzowie, jak i krytycy. W polskim serwisie Filmweb "Furia" utrzymuje wysoką notę 7,4/10. Z kolei na prestiżowym portalu Rotten Tomatoes film uzyskał 75 procent pozytywnych recenzji. Recenzenci podkreślali, że choć obraz jest wyjątkowo surowy, to jednocześnie aktorsko stoi na najwyższym poziomie. Amerykański krytyk James Berardinelli pisał zachwycony: "To pamiętne kino, które trafnie przedstawia horrory wojny bez rozkoszowania się deprawacją człowieka. Zawiera prawdopodobnie najbardziej wycieńczające sekwencje bitewne od czasu 'Szeregowca Ryana'". Z kolei A.O. Scott z "The New York Times" zauważył, że pod tą "ubrudzoną krwią i pozornie nihilistyczną skorupą kryje się staroświecka opowieść o męskiej więzi pod presją". Doceniono również fakt, że film wojenny z Bradem Pittem wyróżnia się niesamowitą dbałością o detale – wykorzystano w niej autentyczne pojazdy z epoki, w tym jedynego na świecie sprawnego niemieckiego Tygrysa. Gdzie obejrzeć "Furię"? Jeśli w piątkowy wieczór (27 marca) szukacie czegoś więcej niż lekkiej rozrywki, włączcie TVN o 20. Powtórka dla nocnych marków – we wtorek 31 marca o 0:50. A jeśli nie zdążycie zasiąść przez telewizorem, "Furię" złapiecie też w streamingu, m.in. na Prime Video i CDA Premium w ramach abonamentu.
Go to News Site