Mateusz Morawiecki o Włodzimierzu Czarzastym: Stary komunista, który chce bronić swego stołka

Mateusz Morawiecki o Włodzimierzu Czarzastym: Stary komunista, który chce bronić swego stołka

– Na czele Sejmu stoi człowiek, który nie chce się poddać, pod rygorem odpowiedzialności karnej, weryfikacji przez służby. Ja proszę tylko o prostą rzecz: panie marszałku, zweryfikuj się pan – powiedział były premier Mateusz Morawiecki, w rozmowie z WP deklarując, że PiS chce zmusić Czarzastego do rezygnacji ze stanowiska. – Czy my, Polacy, mamy być zakładnikami starego komunisty, który chce bronić za wszelką cenę swojego stołka? – mówił.

Prezydent uderzał w Czarzastego. "O jedno uderzenie serca od prezydentury"

Prezydent uderzał w Czarzastego. "O jedno uderzenie serca od prezydentury"

Trwa Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Najwięcej emocji budzi trzeci spotkania, podczas którego będą być omówione "wschodnie kontakty towarzysko-biznesowe Włodzimierza Czarzastego". - Marszałek Sejmu jest o jedno uderzenie serca od prezydentury. Gdyby Pan Bóg zdecydował się odwołać z tego świata prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej dzisiaj, to jutro obowiązki prezydenta sprawowałby pan marszałek Włodzimierz Czarzasty. Dlatego sprawa jest tak ważna i dlatego jest państwow - powiedział Karol Nawrocki.

"Na litość boską, mamy prawo wiedzieć". Prezydent uderzył w marszałka

"Na litość boską, mamy prawo wiedzieć". Prezydent uderzył w marszałka

Trwa Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Najwięcej emocji budzi trzeci punkt spotkania, podczas którego będą być omówione "wschodnie kontakty towarzysko-biznesowe Włodzimierza Czarzastego". - Marszałek Sejmu jest o jedno uderzenie serca od prezydentury. Gdyby Pan Bóg zdecydował się odwołać z tego świata prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej dzisiaj, to jutro obowiązki prezydenta sprawowałby pan marszałek Włodzimierz Czarzasty. Dlatego sprawa jest tak ważna i dlatego jest państwow - powiedział Karol Nawrocki.

Twórca iPhone’a zaprojektował elektryczne Ferrari. Zrobił coś, co przeczy trendom i ja to szanuję

Twórca iPhone’a zaprojektował elektryczne Ferrari. Zrobił coś, co przeczy trendom i ja to szanuję

Gdy słyszysz, że Jony Ive, człowiek, który dał światu iPhone’a i nauczył nas klikać w szklane tafle, projektuje wnętrze pierwszego elektrycznego Ferrari, spodziewasz się kokpitu rodem ze statku kosmicznego Enterprise. Tymczasem rzeczywistość jest przewrotna. Ferrari Luce, czyli pierwszy elektryk z Maranello, idzie pod prąd rynkowej modzie na tablety zamiast deski rozdzielczej. To nie przypadek, a świadoma decyzja geniusza designu. Większość nowych producentów aut, szczególnie tych elektrycznych, ściga się na cale przekątnej wyświetlacza. Ale Jony Ive, który o interfejsach dotykowych wie wszystko, twierdzi, że w aucie ten trend poszedł o krok za daleko. W wywiadzie dla Autocar projektant postawił sprawę jasno: dotyk był zbawieniem dla telefonów, ale w samochodach staje się przekleństwem. Dlaczego? To proste. W iPhonie ekran zastąpił chaos fizycznych przycisków, tworząc elastyczną powierzchnię. W samochodzie natomiast zmusza kierowcę do odrywania wzroku od drogi, by wyklikać temperaturę czy nawiew. A to w świecie Ferrari, marki zbudowanej na czystej mechanice i skupieniu na prowadzeniu, jest po prostu niedopuszczalne. Ferrari Luce: Powrót do fizycznych przełączników Wnętrze Ferrari Luce to manifest przeciwko ekranozie. Zamiast wielkiego tabletu, który dominuje nad kierowcą, dostajemy fizyczne przełączniki i haptyczne przyciski. Co więcej, każdy z nich ma unikalny kształt i teksturę. Cel jest jeden: kierowca ma nauczyć się obsługi wnętrza na pamięć, dotykiem, nie patrząc na to, co naciska. To powrót do korzeni motoryzacji w najbardziej nowoczesnym wydaniu. Cyfrowe elementy oczywiście istnieją, ale zostały zepchnięte na dalszy plan. Nie krzyczą, nie odciągają uwagi, są tylko tłem dla tego, co najważniejsze, czyli emocji z jazdy. Ive zauważył trafną rzecz, że ekrany stały się trendem, bo jeden producent je wprowadził, a reszta bezmyślnie poszła w jego ślady, powiększając matryce z roku na rok. Dlatego wielu producentów już zapowiada zmiany. Ostatnio pisałem o Audi. Dla Ferrari w takiej tabletowej konfiguracji problemem jest utrata więzi z maszyną. Dlatego Luce ma być autem, w którym to człowiek, a nie procesor, jest w centrum wydarzeń. To odważny ruch, zwłaszcza w modelu, który sam w sobie jest rewolucją (bo przecież nie ma silnika V12). Pierwsze elektryczne Ferrari – co już wiemy? Choć pełna specyfikacja techniczna wciąż jest owiana tajemnicą, wiemy już, że Ferrari Luce nie będzie lodówką na kołach. Wnętrze łączy klasykę marki z nowoczesnym podejściem do ergonomii. To samochód, który ma udowodnić, że napęd elektryczny nie musi oznaczać utraty duszy i zamiany kierownicy w kontroler do gier. Jony Ive i Ferrari pokazali, że prawdziwy luksus to nie megapiksele, a możliwość skupienia się na drodze przy akompaniamencie idealnie zaprojektowanych, mechanicznych kliknięć. Ja to szanuję. W świecie, gdzie wszystko jest smart, odrobina fizycznej, namacalnej kontroli to dokładnie to, czego potrzebujemy.